Ewangelia o uchodźcach

Napisał

No może nie do końca. Bo nie jest o uchodźcach, tylko o okupantach. I to rzymskich w dodatku. Jakby jednak nie patrzeć, o cudzoziemcach (w tekście Ewangelii jest do tego aluzja: „kocha nasz naród”).

Jezus nie pyta się setnika, czy wierzy w Marsa, czy w Jowisza, czy modli się do Boga Izraela, czy może wzywa innych bogów, albo nie wzywa ich wcale. I nie rozlicza z wybudowanej przez niego synagogi (bo przecież jakoś ciężko uwierzyć, że setnik wybudował synagogę z własnych środków i zupełnie bezinteresownie). Uzdrawia setnikowego sługę. Ot tak, po prostu… Można by było to wszystko ująć w jedno zdanie:

Najpierw spotkanie, potem (ewentualnie!) kazanie.

Nie będę w stanie skutecznie głosić Ewangelii o Bogu, który jest miłością, jeśli choć troszkę o tej miłości nie przekonam, sobą samym.