… i że Cię nie opuszczę aż do śmierci. A potem?

Napisał

Przyszli saduceusze i zadali Panu Jezusowi zagadkę. O takich 7 braciach (na potrzeby wpisu wymyślmy im imiona: Izaak, Ruben, Dan, Dawid, Aaron, Szymon, Gabriel) co to jeden po drugim umierali, a wszyscy mieli za żonę, nie jednocześnie, ale jeden po drugim, bo tak nakazywało Prawo, bezdzietną małżonkę (na potrzeby wpisu nazwijmy ją panią Amelką) najstarszego brata (Izaaka). Zagadka była takowa: co to będzie po śmierci? Pani Amelka, którego z nich będzie żoną? Izaaka, Rubena, Dana, Dawida, Aarona, Szymona czy Gabriela?

Cała ta zagadka miała pokazać, że nie da się logicznie myśleć o życiu po śmierci i być może miała również za zadanie udowodnić, że tego życia po prostu nie ma i koniec, i kropka, i już.

Jezus pokazuje saduceuszom, że życie po śmierci rządzi się zupełnie inną logiką. Że nie ma tam miejsca na zazdrość, że nie ma tam miejsca na chciwość w relacjach. Jest tam miejsce na miłość, a ta w jakiś sposób umożliwi przebywanie ze sobą, na wieki i w radości, wszystkim tym, którzy ślubowali miłość nie tylko raz. Izaak, Ruben, Dan, Dawid, Aaron, Szymon, Gabriel nie będą się wiecznie kłócić i spierać o Amelkę.

(Na marginesie, w mojej rodzinie jest podobnie. Np. istnieje taki mój dziadek, co to mu żona umarła i się jeszcze raz ożenił. Toć chyba na wieki wieków amen babcia Helenka z babcią Marysią się kłócić o dziadka Franka nie będą, no nie?).

Dzisiejsze słowo jest o nadziei na piękne spotkania. Które będą treścią wieczności.

Liturgia Słowa