Abba Włodzimierz z Konigórtka, odc. 8 – Zasuszone serce

Napisał

Pewnego dnia do Abby Włodzimierza z Konigórtka przyszła Mariola. Mariola mieszkała w Czersku, pracowała w kancelarii adwokackiej. Pierwsze kroki stawiała, pierwszych porad prawnych udzielała, pierwsze błędy popełniała. Miała około trzydziestki.

– Pan jest tym człowiekiem do którego wszyscy po poradę duchową chodzą? – zapytała mężczyznę, który właśnie wracał w stronę leśnej chatki z wielkim naręczem chrustu.

– Czasami ktoś tu zagląda… A z kim ja mam przyjemność?

– Mariola jestem. Porad też udzielam. Prawnych.

Ptaki wesoło zaczęły śpiewać, wiewiórka przeskoczyła z drzewa na drzewo. Abba Włodek zapytał:

– Potrzebuję jakiejś porady prawnej? Nie wiedziałem. Ale jeśli pani tak uważa..

– Nie, to ja potrzebuję. – przerwała mu Mariola.

– A to zapraszam na ławeczkę. Kawy zrobić?

I zasiadła Mariola na ławeczce przed domkiem, na stole pojawił się za niewielką chwilkę wielki kubeł kawy, jakieś dwa biszkopty.

– Panie Boże nasze słonko, pobłogosław to jedzonko. I picie. – pomodlił się krótko Abba Włodek.

– Co to za modlitwa? – zdziwiła się Mariola.

– Moja siostrzenica mnie nauczyła. Z przedszkola przyniosła. Bardzo skuteczna modlitwa. Po niej wszystko smakuje dwa razy lepiej. No co tam, niech pani opowiada.

I zaczęła Mariola opowiadać. Że ogólniak, że matura, że studia, że mnóstwo spraw, że aplikacja, że staż, że początek pracy, że niby powinna być zadowolona, a jakoś tak jej sucho. Tak jakby coś wyschło, tak jakby czegoś brakowało. Tak, ma narzeczonego, planują ślub na rok przyszły. Ale czy to wszystko?

Mariola opowiadała, wiewiórka przeskoczyła z drzewa na drzewo. Minęły ze dwie godziny. Abba Włodek słuchał uważnie, tak jak go nauczyli jego mistrzowie duchowi, modląc się przy okazji po cichu. Na koniec swojej opowieści Mariola zapytała:

– I co ja mam z tym zrobić? Skąd na nowo wziąć jakąś radość życia? Bo mi się wydaje, że mi serce lekko wyschło…

Abba Włodek pomyślał chwilę. Pierwsza myśl (a te są prawie zawsze natchnione) jaka pojawiła mu się w głowie dotyczyła Samarytanki.

– Jezus jest źródłem wody żywej. – odpowiedział Abba Włodek. – Co ja mogę pani więcej powiedzieć niż to? Nic. Mogę jedynie zasugerować, żeby powróciła pani do modlitwy, zaczęła na nowo rozmawiać z Nim, tak jak robiła to pani przed laty. A On już się zajmie pragnieniami pani serca. Sprawi, że znowu będzie tam zielono i radośnie.

Mariola początkowo oburzyła się na Włodka. Gadają, że taki mądry. Słuchał jej dwie godziny tylko po to, żeby powiedzieć, że może warto powrócić do modlitwy, do prośby o dar Ducha Świętego, bo to On jest dawcą życia. Przecież to sama mogła wymyślić. Dobrze wiedziała, że musi powrócić do modlitwy…

– My czasami dobrze wiemy, co trzeba zrobić – przeczytał jej w myślach Abba Włodek. – I czasami wiemy, że rozwiązania są proste. Że może warto powrócić do modlitwy. Ale wydaje się nam, że jak nie pokomplikujemy, jak nie nakombinujemy, to nie będzie działało. Przecież pani sama udziela prostych porad. Czasami wystarczy napisać jakieś pismo, uregulować jakiś kwit i już gra.

– Ma pan rację…

Mariola zjadła jeszcze jedno ciasteczko i pomału wróciła przez las do domu. Myślała o tej całej scenie. Ale na koniec przyznała rację Abbie Włodkowi. Wiedzieć co trzeba zrobić to jedno. A zrobić to drugie. I czasami najtrudniejsze są te najprostsze sprawy. Postanowiła zacząć od już. Od natychmiast. Zaczęła się modlić:

– Panie Jezu, dawno nie rozmawialiśmy, co nie? I mi serce wyschło…

Modlitwa popłynęła sama.

 

Liturgia Słowa