Abba Włodzimierz z Konigórtka, odc. 14 – Tożsamość Bourne’a

Napisał

Abba Włodek śpiewał coś pod nosem. Jakieś Alleluja zmieszane z Sekwencją do Ducha Świętego. Taki jego własny miks. Cóż… Całe szczęście, że nikt (no może poza Najwyższym i Jego Aniołami) nie słyszał. Bo treść była elegancka, ale nutki się nie zgadzały. Kilka wiewiórek zmieniło drzewo, gdy śpiewał, ale tego nie zauważył. Włodek nucił pod nosem, zamiatał podwórku od strony Brdy i zastanawiał się nad Niedzielną Ewangelią. O uczniach z Emmaus była. Że nie rozpoznali Zmartwychwstałego Pana.

– Jest tam kto? Halo, halo, puk, puk. Jest tam kto? – zawołał w stronę leśnej chatki jakiś głos.

– Ano jest. Kogo dobre duchy prowadzą?

– Żołnierze.

– Akurat… już w to wierzę. Jak wy żołnierze, to ja śpiewak operowy.

Włodek przestał rozmyślać o uczniach z Emmaus. Przed drzwiami jego chatki w Konigórtku stało dwóch żołnierzy. Zgubili się w śniegu, podczas ćwiczeń na poligonie w Drawsku Pomorskim i tak szli już czwarty dzień przez lasy… Śnieg zdążył stopnieć, im zamarzły GPS-y, zrobiło się zielono i cały misterny plan legł w gruzach.

– Chłopy drogie… – zaczął bez owijania w bawełnę Włodek – ja z tego waszego opowiadania nie rozumiem nic, ale pozwalam sobie złożyć to na karb niewyspania, zaników cukru w żyłach i niskich temperatur. Niech wchodzą, niech się napiją, herbaty ciepłej ma się rozumieć, jakieś wielkanocne jeszcze wiktuały znajdziemy, to i może wam czaszki odmarzną i się lepiej dogadamy.

Jak powiedział, tak zrobił. Nakarmił, napoił, przywrócił do używalności. Żołnierze poszli spać a jak się obudzili, to wyjaśnili że nikt ich nie szuka, bo zadanie bojowe – ćwiczenie jest takie, żeby z Drawska dotrzeć niepostrzeżenie do Komańczy. I że mają na to 10 dni, mogą się poruszać jak chcą, czym chcą, kiedy chcą. Byle ich żadna kamera przemysłowa, żadna kamera sklepowa, żaden patrol policji, etc., nie znalazł.

– A to wy się przebrać nie możecie?

– Na to nie wpadliśmy.

-Przebierzcie się za dwóch mnichów, albo za franciszkanów. Wszyscy Wam pomogą, a jeśli Wasi kierownicy będą chcieli Was znaleźć, to raczej dwóch ubranych w jakiś worek ze sznurkiem nikt szukać nie będzie, no nie?

Jak powiedział, tak zrobili. Abba Włodek miał bowiem w szafie kilka zapasowych habitów. Ze dwa dominikańskie, jeden jezuicki, ze cztery franciszkańskie. Czasami do niego chłopy z różnych zakonów przyjeżdżali, a ponieważ często byli z daleka, to zostawiali u niego habity, takie zapasowe, żeby dwanaście razy nie wozić. Znakomita część z tych habitów była upaprana żywicą, wiórami, trocinami, rzeką. Chłopaki przyjeżdżali, zrzucali eleganckie wdzianka, narzucali te leśne i już. Przełożony nie mógł się ani przyczepić, że niszczą strój zakonny przedzierając się przez zarośla, ani, że na wakacjach incognito łażą. Żołnierze pomyśleli chwilę, nawet spodobały im się te białe, ale Abba Włodek stanowczo zabronił. Jeszcze by ich kto o Tomasza z Akwinu zapytał i zostaliby odkryci. Dał im franciszkańskie. Ludzie jak widzą franciszkanów, to nie pytają o teologię. Pytają o drzewa, ptaki, o to czy kot sąsiadki pójdzie do nieba i jak się czuje papież Franciszek.

– A to nie przestępstwo? – zapytał jeden z żołnierzy.

– Przecież nikogo zabijać nie będziecie. A jak ktoś was o modlitwę poprosi, to się pomódlcie.

Żołnierze zniknęli. Postanowili dotrzeć w okolice Warszawy marszobiegiem przez las i tam na chwilę wrzucić na siebie habit, coby zmylić przełożonych. Za Warszawą mieli znowu założyć mundury i marszobiegiem śmignąć do Komańczy. Kawałek drogi, ale cóż… służba nie drużba, rozkaz nie zaproszenie na kolacje, a poligon nie inkubator.

Abba Włodek został sam. I wrócił myślami do uczniów z Emmaus. Pan Jezus tak się zamaskował, że nie rozpoznali Go, nawet wtedy gdy szedł z nimi i z nimi rozmawiał. To lepiej niż wszyscy zamaskowani żołnierze świata razem wzięci. To nawet lepiej niż Jason Bourne. Którego szukają przy pomocy satelity, GPS-u, wywiadu, a on na dachu obok z lornetką obserwuje całe zamieszanie. Co jest tym materiałem maskującym, jakich technik użył, że Go nie poznali?

A jeśli nie użył żadnych technik? Jeśli najlepszym materiałem maskującym są nasze oczekiwania, wyobrażenia, plany i projekty? Mąż powinien być lepszy-inny-bogatszy-mądrzejszy, żona powinna mniej gadać/marudzić, dzieci powinny mieć lepsze oceny/pływać szybciej/przywozić więcej medali z Mistrzostw Polski w czymś-tam, Kościół powinien mniej gadać o polityce/pieniądzach, etc. Czasami te wszystkie powinien / myśmy się spodziewali / a ja myślałem że będzie inaczej – krzyczą tak głośno, że nie widać zmartwychwstania. A mąż nadal kocha, żona nadal co dzień poświęca się jak wariatka, dzieci nie kradną i nie ćpają, a o proboszczu nikt złego słowa powiedzieć nie może.

Włodek myślał, że Ewangelia o uczniach z Emmaus to taki fragment filmu szpiegowskiego, filmu akcji. Jezus ukrył się i nie wiadomo gdzie jest. Najważniejsze jednak, żeby chcieć Go znaleźć. Bo wydaje się, że uczniowie z Emmaus nie mieli nawet ochoty Go szukać. A szedł obok nich.