Abba Włodek, odc. 15 – Podręcznik do mówienia złych kazań

Napisał

     – Drodzy bracia i siostry, umiłowani w Chrystusie Panu. W tę czwartą Niedzielę okresu Wielkanocnego pochylamy się z niezwykłą wrażliwością nad Słowem Bożym, wygłoszonym w tę czwartą Niedzielę okresu Wielkanocnego, czyli okresu w którym Liturgia Kościoła każe nam zatrzymać się nad tajemnicą Zmartwychwstania Chrystusa.

    Abba Włodek smażył naleśniki. Na obiad miała wpaść znajoma banda harcerzy, wolał być przygotowany, a jedyne co miał pod ręką, to jajka, mąka, mleko. Pstrągów by nasmażył, ale odkrył, że młodzi to młodzi. Jeszcze ich pstrąg nie obchodzi. Ale za to naleśnik z kilogramem Nutelli, to owszem. Słuchał radia, ot tak, dla towarzystwa. Transmitowano celebrację z jakiegoś wielkiego i ważnego kościoła na drugim końcu Polski. Abba Włodek smażył i słuchał, ciekawy jak rozwinie się akcja w kazaniu. O ile się rozwinie.

– W dzisiejszej Ewangelii Chrystus Pan mówi do nas słowa pełne niezwykłej doniosłości. Otóż, drodzy moi umiłowani, przepowiada swoim słuchaczom, a zatem i nam, tak tak, drodzy bracia i siostry, i nam, zgromadzonym tutaj w tej świątyni, przepowiada sprawy niezwykłe. Jak ktoś kiedyś powiedział: „to do nas mówi”.

Abba Włodek słuchał i próbował „z życzliwością pochylić się nad” głoszonym słowem, ale nie był w stanie zachować powagi. Rechotał sam do siebie, jak leśna, otóż, żaba, w otchłani i głuszy, bowiem, samotnie mieszkająca i do się ze wzniosłością rechotająca.

Wyłączył radio, złapał przez internet włoską stację i zabrał się za słuchanie relacji z tegorocznego Giro d’Italia. Sam nigdy nie był kolarzem, ale pasjonowało go jak wiele trzeba było zrobić, żeby wygrać, i jak niewiele czasami brakowało do tego, żeby zniszczyć 3 tygodniowy wysiłek. Od razu zrobiło się mu weselej. Smażył, słuchał relacji z Giro i myślał o kazaniach. Już nawet nie o warstwę językową mu chodziło, bo to zostało po wielokroć, wszem i wobec i z zawziętością, bowiem, wielką, skrytykowane przez znakomitych specjalistów. Chodziło mu o treść.

Ewangelia Niedzielna mówiła o tym, że Jezus jest dobrym pasterzem i że jest bramą. Kto nie wchodzi przez Niego to złodziej i rozbójnik. Włodek myślał o tym, ile razy słyszał takie kazania, takie homilie, w których wchodzono nie przez bramę owiec, ale przez jakieś własne widzimisię. A to oznaczało, że się nie przynosiło żadnego życia, że się suche powietrze przynosiło. Jeśli bramą owiec jest Jezus Chrystus, to by znaczyło, że trzeba wejść przez Kogoś, przez Kogo wszystko się stało, przez Kogoś, Kto dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba, został ukrzyżowany, trzeciego dnia zmartwychwstał, zstąpił do piekieł, wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Ojca. Tylko wchodząc przez tę bramę  można znaleźć pastwisko. Cała reszta to nic nie warte śmieci, zamieszanie, sprawa dla złodziei i rozbójników.

Ostatni naleśnik lądował na patelni. Z daleka było słychać ciche kroki zastępu harcerzy…