Abba Włodzimierz z Konigórtka, odc. 16 – Norwid i wędzone pstrągi

Napisał

Przydreptał do Konigórtka profesor Ernest Schnauzer. W okolicy Konigórtka mieszkało sporo osób obcego pochodzenia. Tereny piękne, domki tanie, niemiecka, austriacka, włoska emerytura wysoka, to nakupowali domków i przybywali w okresie wakacyjnym. Cichutko, bezszelestnie wtapiali się w tło, ciesząc się niesamowitą polską zielenią, wielkim lasem, grzybami. Profesor Schnazuer wędkował, to też był jeden z powodów jego wakacyjnych eskapad w Bory Tucholskie. Polskiego nauczył się dość szybko. Po prostu uznał, że mieszkać i nie gadać, to tak jakby siedzieć u kogoś przy Wigilijnym Stole i się nie odzywać. Choć troszkę trzeba.

– Pan Włodek – zaczął Schnauzer, nie odmieniając rzeczownika, – Pan Włodek, jest pan Włodek tu jest?

– Morgen, drogi profesorze! Cóż tam, cóż tam?

– Cusztam? Co to znaczy? – Schnauzer spróbował powtórzyć Włodkowe powitanie, ale nie szło.

Po chwili wstępnej konwersacji zabrali się za poważniejsze sprawy – Włodek przygotował kawę, postawił na stole kawałek ciasta i kilka kawałeczków wędzonego pstrąga. Ani jemu, ani profesorowi nie przeszkadzało, że ciasto słodkie, a pstrąg wędzony. Ważne, że było, ważne, że smaczne i świeże, ważne, że w dobrym towarzystwie.

Schnauzer w okresie wakacyjnym przychodził do Włodka raz na tydzień. Odkrył, że Włodek jest człowiekiem z którym można porozmawiać o sprawach jeszcze poważniejszych niż ostatnia porażka Chojniczanki z Kluczborkiem, czy zwycięstwo Bayernu z Lipskiem. Stało się takim małym rytuałem, że profesor przynosił ze sobą mały mszalik i rozmawiali o lekturach Niedzielnych. Profesor pytał dlaczego mówi się tak a nie inaczej, czemu używa się po polsku takiego a nie innego słowa. Ale przy okazji wymieniali poglądy teologiczne.

– Trudne to. – Schnauzer skomentował Niedzielną Ewangelię. – Ojciec w Synu, Syn w Ojcu. Kto widzi Jezusa, widzi Ojca. Trudne.

– Ale tylko my jesteśmy w stanie to zrobić. Chrześcijanie. Patrzeć na świat i widzieć, że rzeczy, sprawy, historie, nie są od siebie odizolowane, ale są powiązane. Patrzę na pana, drogi profesorze, i nie jestem w stanie prawie pomyśleć o panu, nie myśląc o pana drogiej Heike, małżonce. Patrzę na las i nie jestem w stanie przestać myśleć o Kimś, kto to wszystko zorganizował i wymyślił. Jedno w drugim. Pod powierzchnią…

– A do tego tego trzeba modlitwy… Bo co to modlitwa? To poszukiwanie spraw Bożych pod powłoką spraw ziemskich. – podjął Włodkową myśl Schnauzer. – A wiesz pan Włodek, kto to powiedział? Norwid.

Włodek pokiwał z uznaniem głową. Profesor zaskoczył go nie raz znajomością Polski, polskiej kultury. Pomyślał o tym cytacie z Norwida. Nawet fajna taka definicja modlitwy. Pod powłoką spraw ziemskich – pod powłoką zajęcia zatytułowanego spożywanie wędzonego pstrąga, odkryć sprawy Boże – że jest Opatrzność, że Bóg mnie kocha i nade mną czuwa.

Liturgia Słowa