Abba Włodzimierz z Konigórtka, odc. 22 – Witraż

Napisał

Abba Włodek usnął przed swoją chatką. Za ciepło było, oj za ciepło. Las dawał trochę cienia, ale powietrze było suche i gorące. Śniło mu się, że zapisał się do jakiejś szkoły tańca, miał brać udział w jakimś niesamowitym pokazie. Z drzemki wyrwało go szczekanie psa.

– Co tam, co tam, hipopotam? – zawołał w stronę Włodka głos, który gdzieś już słyszał.

– A hipopotam. – odparł filozoficznie Włodek. – Ktoś ty i czego żądasz, a poza tym wyleź zza krzaków!

Postać wylazła zza krzaków, ubrana była w zielone wdzianko kupione zapewne w jakimś demobilu.

– Eugeniusz jestem, panie Włodku. Nie pamięta mnie pan, ja jestem jednym z harcerzy, co to u proboszcza Zwierzaka w Funce zbiórki mają. Byliśmy tu raz u pana z proboszczem.

– Przypominam sobie. Opowiadaj. Co się sprowadza?

– Pytanie mam. Poradzić się chciałem.

Abba Włodek zamienił się w słuch i słuchał, jak Eugeniusz opowiada o swoich trudnościach. Dotyczyły relacji z niektórymi członkami jego rodziny, którzy nie byli w stanie zrozumieć, dlaczego wierzy w Ewangelię, dlaczego chodzi do kościoła i ma poglądy takie jakie ma, a nie inne. Eugeniusz opowiadał, że prawie każda rodzinna uroczystość kończyła się tym, że ktoś się do niego przyczepiał, wszczynał dyskusję. Eugeniusz opowiadał Włodkowi, że ma już dość rodzinnych spotkań. Chciałby spokojnie pogadać z dziadkiem, babcią. Nie ma takiej możliwości, bo zza zakrętu zawsze wyskakuje jakiś wujek czy ciocia i zaczynają przesłuchania na temat wiary. Że w telewizji mówili, że Biblia kłamie, że Apostołowie mieli żony, a tak naprawdę, to wszystko zrobili kosmici. Abba Włodek słuchał i słuchał. Nie miał żadnej odpowiedzi, żadnej rady.

– Wiesz, ja się coraz bardziej przekonuję, że dyskusją nikt jeszcze nikogo nie przekonał. Do niczego. Życie przekonuje.

– To co ja mam robić?

– Nic. Z dyskutowania nic nie wyniknie, więc nie ma sensu. Jak pytają, to odpowiadaj, ale nie myśl, że twoje odpowiedzi kogoś nawrócą. Nie nawrócą. Jedyne co może sprawić, że się ktoś nad życiem zastanowi, jest życie. Chrześcijanie są jak witraże. Światło Boże kolorują, każdy po swojemu, całym swoim życiem. Nie mają nic do ukrycia, są przezroczyści. W tym co robią, widać Boże światło. Zobaczysz, że kiedyś będzie komuś potrzebne… Cierpliwości. I pamiętaj, że Pan Jezus mówi, że nie mamy bać się ludzi.

Liturgia Słowa