Abba Włodzimierz z Konigórtka, odc. 23 – Połamane drzewa

Napisał

Abba Włodek wrócił do swojej leśnej chatki w Konigórtku już w połowie sierpnia. Pielgrzymowanie pielgrzymowaniem, ale wiedział, że wracać musi, a Najświętsza Panienka wybaczy mu pośpiech, z jakim opuszczał Jasną Górę. Nie było czasu do namysłu, cała Polska jechała w jego strony, to i on pojechać musiał. Tak, tak – jak się mogą Państwo zorientować z załączonej powyżej mapy – Konigórtek leży obok Rytla. Cała Polska właśnie we Włodkowe strony jechała. Jak mogą się Państwo domyśleć, nawałnica połamała drzewa również w okolicach Włodkowej chatki. Cóż było robić… Piła spalinowa, łańcuchy, grabie, rękawice, olej, paliwo do piły, siekiery. To były rzeczy, o których przez pół sierpnia myślał Włodek. Rękawy zakasane, robota. U siebie, u innych, gdzie tam sołtys Łukasz wskazał.

Czasami pytano się Włodka o zdanie na temat zaangażowania wojska w pomoc mieszkańcom okolic, przez które przeszła nawałnica. Pytano się go, czy widział jak wyciągano z błota samochód ministra Macierewicza. Pytano się, czy był w Chojnicach, na spotkaniu wolontariuszy z premier Beatą Szydło. Pytano się, co myśli na temat ministra Błaszczaka rugającego wojewodę pomorskiego… Nie chciało mu się odpowiadać na takie pytania, bo miał głowę zaprzątniętą pytaniem jeszcze ważniejszym. Gdzie w tym całym huraganie był Pan Bóg? Co robił?

I myślał sobie Włodek, że może Aniołów Stróżów posyłał, żeby choinki przewalające się większych szkód nie narobiły? No tak, ale harcerze z Suszka… Oj, trudne te pytania…

Jednej rzeczy jednak był pewien – Abba Włodek wiedział, co Pan Bóg robił 12 sierpnia, 13, 14, 15, …, 31 sierpnia. Było Go widać w oczach wszystkich pilarzy, harcerzy, ochotników zjeżdżających tłumnie do Rytla, do Sośna, do Gutowca, do Leśna… Wlewał w serca chęć pomocy i radość ze wspólnej pracy.

Dobrych myśli dodał mu również święty Paweł. W drugim czytaniu wrześniowej Niedzieli czytano: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi”.

Uśmiechnął się nad połamanym drzewostanem Abba Włodek… – Pan Bóg sobie i z wami, choinki kochane, i ze mną, jakoś poradzi – zamruczał pod nosem. Założył na ręce rękawice. Na dzisiejszy poranek miał zaplanowane ostrzenie łańcuchów do pił…

 

PS. Wszystkich przyjaciół Abby Włodka informujemy, że powyższy odcinek jest ostatnim odcinkiem, jaki ukazuje się w takiej formie na łamach 3zdania.pl. Abba Włodek pojawi się prawdopodobnie w innym miejscu i innym czasie, ale o tym wszystkim wiedzą na razie tylko brat Patefon i o. Tomek. I nikomu nic nie powiedzą. Nie zdradzą szczegółów : )